Lato za pasem, pierwsze moczenie zadka w jeziorze za nami...
Cholernie się cieszę, że pojechaliśmy z Marleną do mojej rodziny. Dwa dni spędzone nad jeziorem, woda, namiot, wędki... można trochę odpocząć w ciszy i spokoju. Jeszcze tylko muszę rozejrzeć się za rowerem, którego brakuje mi do pełni szczęścia — fajnie byłoby po pracy wyskoczyć nawet na chwilkę za miasto i przejechać kilka kilometrów. 