blog.garaż.net

03 wrzesień 2013

Religia w szkole

Po natrafieniu na artykuł pt. Znów wojna o religie w szkole od razu przypomniało mi się jak wyglądało to w moim przypadku. A teraz zastanawiam się czy jest sens w ogóle o tym dyskutować... Osobiście pozbyłbym się religii ze szkół całkowicie, bo to nie żadna nauka, a przynajmniej nie to co przekazuje się na lekcjach. A od całej reszty, która teoretycznie cokolwiek rozwija u młodych ludzi jest muzyka, polski i historia -- co załatwia nam z grubsza wszystkie te rzeczy, które robi się na typowej lekcji religii czyli śpiewanie, wkuwanie modlitw i znajomość kilku faktów z historii antycznej.

Szczerze to artykuł podniósł mi ciśnienie, tym bardziej, że na nauce się u nas wybitnie oszczędza. Tak samo zresztą jak inny artykuł, w którym ktoś postulował wprowadzenie matury z religii…

Zastanawiam się też jak to jest, że np. Świadkowie Jehowy potrafią się zorganizować i nie potrzebują zajęć w szkole, a Katolicy, którzy przecież przez tyle lat katechezy musieli prowadzić w konspiracji, nie potrafią tego zorganizować we własnym zakresie. Dla mnie to jest też wyraźny sygnał strachu Kościoła. Być może gdyby nie te zajęcia to w ogóle by się okazało, że nikły odsetek dzieci przystępuje do komunii, i jeszcze mniejszy młodzieży do bierzmowania. A tak rodzice nawet nie muszą za bardzo przykładać ręki do tego co się dzieje. Taki przemysłowy chów wiernych, którzy trwają w schematach z przyzwyczajenia.

Komentarze

  • sprae (2013-09-03 22:56:19):

    Przecież można się wypisać i w tym czasie czytać dowolne filozofie. Ja tak robiłem.
    No chyba, że musisz mieć nauczyciela, który cię przymusza, to rozumiem.

  • lRem (2013-09-04 12:26:07):

    Religia chyba od zawsze jest fakultatywna? Za moich czasów zawsze była grupa osób, która nie uczęszczała...

    Matura z religii? W sumie czemu nie. Ale obawiam się, że po stereotypowym "kursie" prezentowanym w szkołach zdawalność byłaby nikła.

    W sumie chętnie przeprowadziłbym test na jakiejś populacji... Kurcze, chyba wiem czym zajmę się wieczorem ;)

  • Ejdzej (2013-09-04 13:48:11):

    Jak już kiedyś wspominałem u kogoś na joggerze: ja ze swojej wiejskiej podstawówki na katechezę miałem kilometr. W czasie potrzebnym na ich przebycie w tą i z powrotem owszem, można zrobić wiele ciekawszych rzeczy. Nie jest nie więc prawdą jakoby KK się nie potrafił zorganizować: nie jest też prawdą, że przymusza (bo religia jest fakulatywna a przymus "bezpośredni" pochodzi od rodziców). Paradoskalnie więc, religia jest najbardziej obecnie "zliberalizowaną" częścią przymusowej państwowej edukacji.

  • SebaS86 (2013-09-04 19:14:57):

    Sprea, wiesz, że stwierdzenie to można całkiem fajnie uogólnić na cały system edukacji.

    Ejdzej, powinieneś się cieszyć, że nie musiałeś dochodzić na j. polski. To jest jeden z tych przypadków, który jest dosyć skrajny i wiążą się z nim dodatkowe problemy. Między innymi strasznie ograniczone budżety w takich placówkach i (chyba) niski poziom (chyba, że mówiąc wioska miałeś na myśli "małe" miasto ze szkołą, kościołem, marketem, a może nawet rondem ;)). Co do 1km, na studiach musiałem pokonywać kilka razy więcej między zajęciami i nie mogłem po prostu sobie tego przełożyć, a katechezę jak się uprzesz to idziesz do proboszcza i załatwiasz tak, że nie powinno kolidować ani ze szkołą ani z pracą - przynajmniej w teorii.

    Wracając do lekcji w szkole i pomysłu zwiększenia ilości katechez - nie zgadzam się bo najpewniej wiązałoby się to ze skrojeniem czegoś innego. Jakoś nie widzę aby MEN sypało srebrnikami z rękawa na każde zawołanie. Nie sypią nimi nawet widząc jaka jest zdawalność matury z niektórych przedmiotów, ba nawet żyłują na kasie przeznaczonej próbne matury.

    A powód dla którego wywaliłbym religię ze szkół to jeden standard dla wszystkich, przynajmniej cały etap edukacji podstawowej i myślę, że etyka była by tu dużo lepszą opcją. Jeśli już muszą prać mózgi w szkołach to przynajmniej tak, żeby każdy mógł się ze sobą dogadać w dalszym życiu i wyznawali jeden podstawowy zestaw wartości moralnych, a czy ktoś ma potrzebę i sobie to dalej argumentuje dekalogiem, piekłem czy złą karmą to jego broszka.

  • torero (2013-09-04 19:51:36):

    Jeśli już muszą prać mózgi w szkołach to przynajmniej tak, żeby każdy mógł się ze sobą dogadać w dalszym życiu i wyznawali jeden podstawowy zestaw wartości moralnych

    Ale czyj? Cyników, stoików, epikurejczyków czy sceptyków? Kantowski, heideggerowski, heglowski czy może nietscheański? I jaką metodą wybierzemy meto... tego, no... tę etykę dominującą?

  • SebaS86 (2013-09-04 19:58:31):

    Terrero, to oczywiste, że polskich warunkach jedyną słuszną opcją jest kononowizm.

  • torero (2013-09-04 21:00:10):

    SaBaT315,6: ale ortodoksyjny czy reformowany?

  • Sigvatr (2013-09-04 22:21:40):

    Zastanawiam się też jak to jest, że np. Świadkowie Jehowy potrafią się zorganizować i nie potrzebują zajęć w szkole, a Katolicy,

    Przepraszam: ale Świadkowie Jehowy nie chcą nauczania ich religii w szkołach, bo w ogóle oni się odcinają od wszelkiej państwowości (także wyborów powszechnych, dotacji religijnych, zrównania ślubów itp...).

    Inna sprawa, że jest ich mniej i zwykle żyją w miarę wspólnie, więc i tak łatwiej im się organizować.

    Jest jeszcze kwestia tego, że mają bardziej specyficzny materiał do przekazania i musi on być odpowiednio celebrowany, trudno o coś takiego w szkole publicznej.

    I na koniec kwestia najważniejsza, Kościół Katolicki nie chce wyprowadzać się ze szkół, bo to jest nieopłacalne dla nich. Lepiej sięgać do kiesy podatników, przecież im się to umożliwia.

    Dla mnie to jest też wyraźny sygnał strachu Kościoła. Być może gdyby nie te zajęcia to w ogóle by się okazało, że nikły odsetek dzieci przystępuje do komunii, i jeszcze mniejszy młodzieży do bierzmowania.

    Zgodzę się.

    znajomość kilku faktów z historii antycznej.

    Faktów? na lekcji religii? A to novum.

    @IRem

    Religia chyba od zawsze jest fakultatywna?

    Tylko w teorii. Niby przedmiot fakultatywny, ale obowiązkowy, bo etyki szkoła nie zapewni, bo sąsiedzi cię wyszydzą.

    Matura z religii?

    Dlaczego mamy mieć maturę z czegoś, co nawet nie ma żadnej rzetelnego i obiektywnego programu? Nie można w tym przypadku mówić nawet o jakimś zbiorze faktów. Nie, bo religia to nie jest żadna sensowna nauka i tyle.

    @Ejdzej:

    ja ze swojej wiejskiej podstawówki na katechezę miałem kilometr.

    Mnie to nie interesuje - to twoje hobby, trzeba było sobie wybrać wiarę prostszą. To jakbyś płakał "ja na pływalnie (do kina, nad jezioro) miałem kilometr".

    Paradoskalnie więc, religia jest najbardziej obecnie "zliberalizowaną" częścią przymusowej państwowej edukacji.

    Wyjaśnij proszę, bo jak dla mnie znowu próbujesz prowokacyjnie coś głupiego wstawić.

    @torero:
    Jakbyś jeszcze nie zauważył, na świecie jest mnóstwo religii, każdy sobie może własną wymyślić. Nawet chrześcijaństwo jest podzielone. I nawet Katolicyzm nie jest jednolity, więc daruj sobie głupie próby. Przy tym wszystkim, szkolna etyka jest prosta jak drut.

  • Ejdzej (2013-09-04 22:53:25):

    @Sigvatr:

    A na ognisko muzyczne miałem 6 ;) #problemydrugiegoświata

    A co do żądanych wyjaśnień: w zakresie żadnego innego przedmiotu decydować rodzicom ani uczniom nie wolno (typu godzinę historii na godzinę matematyki albo biologii). Do pełnego ideału oczywiście nadal daleko, ale to już tzw. "korwinizm".

    Póki co trend jest taki, że obowiązkowych kursów będzie raczej coraz więcej; obawiam się że środków uwolnionych po likwidacji religii raczej nie wystarczy na wszystkie nowoczesne pomysły na kształtowanie nowego człowieka.

  • Sigvatr (2013-09-04 23:03:29):

    A co do żądanych wyjaśnień: w zakresie żadnego innego przedmiotu decydować rodzicom ani uczniom nie wolno

    Trochę marne toto wyjaśnienie ;) W dodatku, o ile się orientuję, możesz uczyć dzieciaka w domu.
    Jest inny przedmiot, który jest "bardziej liberalny". Podpowiem, że też uczą jej katechetki :D (niestety:/)

    A co do opcjonalności religii, to pisałem (nie tylko ja) wyżej.

  • sprae (2013-09-05 05:20:47):

    Ejdzej: Nie jest tak źle. Jest nauczanie domowe. W moim przypadku wydajniejsze. Szczególnie, kiedy połączy się z zajęciami z szybkiego czytania i zapamiętywania.

  • Ejdzej (2013-09-05 09:43:16):

    "Jest nauczanie domowe"

    Hardkorowcy i twardziele poradzą sobie w każdych warunkach, to jasne :)

  • sprae (2013-09-05 15:15:18):

    Jak by co będą tajne komplety przy świeczkach w piwnicy, gdy tylko Sigvatr dojdzie do władzy. ;-)

  • Sigvatr (2013-09-05 16:55:30):

    Jak by co będą tajne komplety przy świeczkach w piwnicy, gdy tylko Sigvatr dojdzie do władzy. ;-)

    Spoko, tylko te religijne :) reszta będzie legalna.
    Dobrze wiedzieć, że ktoś wierzy w moje dojście do władzy:D

    Jest nauczanie domowe.

    Może trochę poza tematem, mam nadzieję, że się autor nie obrazi :)
    Czy przy nauczaniu domowym, nie jesteś pozbawiony tego, czego szkoły uczą tak na boku: to jest współdziałania w grupie zupełnie losowo dobranych osób (czy nawet w społeczeństwie)?

  • czarnobiaua (2013-09-05 18:55:16):

    Panowie, widać młodzi jesteście to przypomnę, jak to kiedyś bywało :] Na początku podstawówki na religię chodziło się do przykościelnych salek w godzinach popołudniowych, tak aby wszyscy byli po lekcjach. Ja miałem ok. 1 km, ale co to było dla nas, ledwo po zerówce. Tak, tak - czarnobiaua zanim został marksistą i komunistą chodził na religię, ba - nawet za rozmawianie na zajęciach dostałem od siostry w pysk z liścia - bo to siostry prowadziły. Oczywiście - jak każdemu z niespełna dziesięciolatków - nie chciało nam się chodzić, ale trzeba było, bo rodzice kazali, bo komunii (czyt. prezentów) nie będzie, itp.

    Kościół potrafił się zorganizować, o jeszcze jak. Pamiętam, jak dziś, kiedy podczas kolędy świeżo upieczony na parafii ksiądz pytał czy wszyscy moi koledzy i koleżanki chodzą na religię. Kiedy otrzymał odpowiedź, że jeden kolega nie uczęszcza, to niemal piany dostał - od razu kazał podać adresy, kontakty i nie przemawiało do niego, że tata kolegi jest całkiem wysokim urzędnikiem, a mama naukowcem. "I tak" - powiedział wzburzony - "tam się udam, bo tak to nie może zostać" :) A potem to już przyszły tzw. lepsze czasy i religię miałem w szkole.

    Osobiście jestem przeciwko nauczaniu religii w szkole, ponieważ stwarza ona niebezpieczne wrażenie, że jest to jakaś forma nauki, sztuki, czy czegokolwiek opartego na empiryzmie, postępie, itp. Nie mówiąc już w ogóle na umieszczaniu jej na świadectwie - gdyby był taki przedmiot, jak religioznawstwo - ooo, to bym się podpisał jako zwolennik, o temi rencamy :)

    Kolejna sprawa to niezaprzeczalny fakt, że państwo nie ma żadnego, nawet najmniejszego wpływu na program obecnych lekcji religii, na system oceniania, pewnie nawet nie może oponować przed tym, którego księdza im się przyśle do pracy z dziećmi.

  • SebaS86 (2013-09-05 20:09:52):

    Witam w klubie, też kiedyś oberwałem ale od księdza, i nie za siebie ale za kolegę - wtedy po raz pierwszy przekonałem się, że sprawiedliwość jest ślepa. ;)

    Zresztą się zgadzam.

Comments !